Podróże małe i duże, czyli jak ogarnąć się z dziećmi w czasie każdej wyprawy

2019-04-12

Czy z dzieckiem można podróżować? Można. Czy warto? Pewnie (choć może niekoniecznie w kontekście ekonomicznym)! Czy da się z dzieckiem wyjechać dalej niż 100 km od domu przed jego osiemnastką? Da się, i wcale nie jest to szczyt nieodpowiedzialności. Czy są miejsca, w które z dzieckiem pojechać nie można? Oczywiście!

Z grubsza te same, do których w ogóle lepiej nie jeździć, chyba że jest się człekiem lubiącym życie na krawędzi lub korespondentem wojennym? Czy z dzieckiem podróżuje się tak samo jak bez? Nie.  No dobrze, żeby nie było, że wypowiadam się za innych - w moim odczuciu - nie. Jednak, z każdym kolejnym jest łatwiej psychicznie i emocjonalnie, choć logistyka bywa karkołomna (znalezienie kwater na 5 pełnowymiarowych a jednak niepełnoletnich osób wcale nie jest proste) i zawsze wychodzi drożej.

Pierwsze wycieczki

Z Pierworodnym pierwszą wyprawę odbyliśmy, gdy miał 7 miesięcy, w Beskid Wyspowy. Stres, nadbagaż i podróż dwa razy dłuższa, bo z przystankami co półtorej godziny, (zgodnie z instrukcją). Jego najmłodszy brat w tym samym wieku “wędrował” po pienińskich szlakach i przejechał 1200km w aucie, bo rodzicom ciepłego morza się zachciało (tym razem podróż wydłużyły korki a nie postoje, ale przynajmniej dowiedzieliśmy się, że nie startuje się w piątki ;)). I tak od 17 lat wyjeżdżamy z dzieckiem a od 6 lat z trójką. Bywa ciężko.

W końcu na pokładzie pięć osobnych bytów z własną wizją świata każdy. Duże różnice wieku plus różnica płci to mieszanka wybuchowa.  Na dodatek wszyscy potrafią komunikować się pełnymi zdaniami, a dzieciakom umiejętności interpretacyjnych, a nawet nadinterpretacyjnych nie brakuje. Nie zawsze jest więc sielanka (w zasadzie częściej jej nie ma), nie zawsze też, mamy szanse na to by znaleźć na wakacjach chwilę tylko dla siebie, jednak nie zmienia to faktu, że z dziećmi podróżować można i jest to doświadczenie jedyne w swym rodzaju. Szczególnie, gdy już są naprawdę duże. Jak nieco wyluzujecie nawet z kilkulatkami momentami będzie fajnie. Nie ma co się bać.

Tak naprawdę największe problemy to nie te realne tylko te, które zrodzą się w głowach rodziców.

Ja też czasami mam wątpliwości

Wiem co piszę. Zawsze przewiduję największe kataklizmy i usiłuję rozwiązać, teoretycznie, bo praktycznie raczej trudno, każdy hipotetyczny problem, który przyjdzie mi do głowy. Dodam, że wyobraźni w wersji “hard” mam pod dostatkiem. Sprowadza się to do tego, że im bliżej godziny zero, tym bardziej przekonana jestem, że cała eskapada zakończy się spektakularną klapą i w ogóle była idiotycznym pomysłem. A później wsiadam do samochodu i ruszamy. I jest ok. Czasem nawet miło i wesoło a na miejscu zawsze ciekawie, choć nie zawsze zgodnie z planem (uwaga: planowanie i elastyczne podejście do planu to w wyjazdach z dziećmi podstawa!).


Jeżeli Wasze obawy wynikają z troski o zdrowie i bezpieczeństwo syna lub córki pamiętajcie, dziecko to skarb i owszem, ale o ile nie ma jakiś obiektywnych przesłanek, naprawdę nie należy trzymać go pod kluczem do osiemnastki, chuchać dmuchać i bronić od zła wszelkiego. Zdrowy rozsądek wystarczy. Dajecie radę odpowiedzialnie opiekować się dzieckiem w domu, dacie radę i podczas podróży. Grunt to pamiętać, że całkowity wakacyjny luz i beztroska będą znów możliwe dopiero, gdy dzieci przestaną z wami jeździć. My coraz częściej marzymy o takim wyjeździe, żeby móc skupić się wyłącznie na własnym odpoczynku, własnych potrzebach, przyjemnościach...


Choć o pieniądzach przyjęło się u nas nie mówić nie da się pominąć ich w kontekście rodzinnych eskapad. Im mniej funduszy a więcej dzieci, tym trzeba lepiej przyłożyć się do planowania, oszczędzając tam, gdzie to możliwe bez utraty frajdy z podróży. My po tylu latach wiemy już z czego możemy zrezygnować bez większego żalu a na co się nie piszemy. Da się podróżować z dziećmi oszczędnie, ale nie czarujmy się, stabilna sytuacja finansowa, ułatwia wszystko a przy okazji jest buforem bezpieczeństwa, gdyby przydarzyła się jakaś niemiła niespodzianka. Przyznam się, że marzy nam się taka zasobność portfela, żebyśmy część naszych wspólnych wypadów realizowali bez planu i sztywnego limitu wydatków, kierując się impulsami i ochotami.

Jadą z nami dzieci i... rodzice

Jeżeli zastanawiacie się - wyjechać z dzieckiem czy nie? - pamiętajcie, nie ma takiego obowiązku. Jeżeli do tej pory niespecjalnie zależało Wam na dotarciu do każdego zakątka kuli ziemskiej nie ma powodu by po narodzinach potomka się do tego zmuszać. Wiem, że media społecznościowe lubią wakacyjne foty z maluchami, ale dla kilku czadowych zdjęć w egzotycznej oprawie nie warto się zmuszać.


Gdy uznacie, że chcecie wspólnie podróżować nie wpadnijcie w pułapkę dostosowywania wszystkiego do dziecka. Serio, nie ma sensu się umartwiać. Przemyślcie jakie kierunki najbardziej wam odpowiadają, zastanówcie się co lubicie robić, jak spędzacie czas i jakie warunki bytowe zapewniają wam wystarczający komfort, na to nałóżcie podstawowe potrzeby dziecka (różne w zależności od wieku, im brzdąc starszy tym te potrzeby mają większy ciężar gatunkowy).

Mieszkając w mieście zabieraliśmy Pierworodnego na kilka dni na tzw. agroturystykę, gdzie było trochę jak u rodziny na wsi. Swojsko, miło i smacznie. Potomek zobaczył jak na żywo wygląda krowa, koń i kura. Pooddychał świeżym powietrzem a myśmy mieli chwilę wytchnienie i poczucie, że zrobiliśmy coś dobrego dla dziecka. Atrakcyjność leniwego życia na zabitej dechami wsi radykalnie spadła, gdy sami się w takie miejsce wyprowadziliśmy. Szybko odkryliśmy, że chcemy więcej. Chcemy zwiedzać, poznawać nowe miejsca, lenistwo łączyć z aktywnym wypoczynkiem. Jeździliśmy więc w góry. Zrezygnowałam z najwyższych partii moich ukochanych Tatr, nie zdecydowałam się (choć jest to możliwe) na wędrówki z plecakiem od schroniska do schroniska lub spanie pod namiotem, ale i tak było cudnie. Dzięki dzieciom poznałam piękno niższych pasm i miałam więcej czasu na szlaku by cieszyć się chwilą.

Wraz z pojawieniem się trzeciego potomka poszliśmy na całość (w naszym rozumieniu). Nim skończył rok, dość dokładnie spenetrował Pieniny a zaraz potem ruszyliśmy na podbój Europy (tak jawiła mi się wtedy podróż do Chorwacji). Mój stres był ogromny. Bałam się długiej podróży samochodem, bariery językowej, niespodziewanej choroby... wszystkiego. A szybko okazało się, że najwięcej problemu wyniknęło z braku wymiennego pokrowca na fotelik samochodowy. Małe niedopatrzenie zaowocowało dość zatęchłą atmosferę w aucie, gdy Młody postanowił przetestować pojemność pieluchy już na początku wycieczki. Wtedy również odkryliśmy, że w tamte rejony nie należy wyruszać w piątek, bo zamiast jechać stoi się w korku.
Od tego czasu minęło 6 lat, a nam nadal się chce. Co więcej, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc podróżujemy. Wiemy już czego szukać a czego unikać, by zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu. Nie wyjeżdżamy na zorganizowane wycieczki. Nie odpowiada nam ani formuła ani koszty i w tym wypadku fakt, że podróżujemy z dziećmi nie ma znaczenia. I tak byśmy z opcji “all inclusive” nie korzystali.

Nie latamy samolotami. W naszym odczuciu mają tylko dwa atuty: dolecą wszędzie i podróż trwa krócej. Acz różnicę błyskawicznie może zniwelować opóźniony lub odwołany lot. Poza tym są drogie, jest w nich mało miejsca, pasażerowie marudzą na marudzące dzieci, trzeba ograniczyć to co zabieramy, a ja lubię być przygotowana nawet na mróz w sierpniu, na miejscu konieczne jest wypożyczenie samochodu (dla 5 osób w tym dziecka wymagającego fotelika to często problematyczna i kosztowna opcja) no i awaria najczęściej nie kończy się wezwaniem lawety, a dość radykalnym akcentem (co poradzisz, taka ze mnie urodzona optymistka).

Zobacz też: PODRÓŻOWANIE Z DZIECKIEM SAMOLOTEM - JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ

Nie szukamy zakwaterowania w dużych hotelach ani na polach namiotowych. Sami zapewniamy sobie harmider i tłum. Nie szukamy miejsc, gdzie jedyną atrakcją jest plaża i basen, a w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma nic więcej.

Jak wybrać miejsce?

Podstawowym kryterium przy wyborze miejsca (poza kwestiami finansowymi) jest dla nas swoboda i niezależność. Pięciu skrajnie różnych członków rodziny, z których każdy ma charakterek i własną wizję wszystkiego, zamkniętych w jednym małym pomieszczeniu oznacza Armagedon najdalej po 24 h. Szukamy więc dużych apartamentów, które pozwolą odciąć się w razie potrzeby. Przy okazji jednego z wyjazdów okazało się także, że nie jesteśmy już w stanie normalnie spać i wypoczywać, gdy za oknem ulica. Apartament musi mieć dobrze wyposażoną kuchnię (mile widziana jest zmywarka, bo dzieci, z jakiegoś bliżej nie znanego mi powodu, nie chcą zmywać). Chętnie jemy na mieście dla przyjemności, ale nie dlatego, że nie mamy innego wyjścia co oczywiście wiąże się też z brakiem milionów na koncie. Ważne jest by mieszkanie było czyste. Nie mogę się zastanawiać, czy jeżeli wstawię dziecko do wanny to nie ubrudzi się ono bardziej.

Podróżujemy samochodem. Zapewnia nam on dużą ładowność i ogromną swobodę. Chcemy zmienić trasę - proszę bardzo. Nie wiążą nas godziny rozkładów jazdy lub lotów. Nie musimy uwzględniać potrzeb i komfortu współpasażerów. Możemy głośno śpiewać, swobodnie rozmawiać, a jak trzeba to nawet się pokłócić. Oczywiście, jest dłużej niż samolotem jednak dla nas gra jest warta świeczki, a przy okazji portfel nieco mniej cierpi. Jeżdżąc z niemowlęciem mogłam spokojnie zapakować wózek, krzesełko, turystyczne łóżeczko, zabawki i wszystko co w domu usprawniało nam życie. Teraz w to miejsce mieści się fotelik rowerowy lub sprzęt narciarski, żebyśmy nie musieli zdawać się na wypożyczalnie.
Będąc na miejscu kontynuujemy podróżowanie i dużo zwiedzamy. Dużo się przemieszczamy by zobaczyć jak najwięcej. Staramy się jednak tak planować każdy dzień, żeby było w nim coś fajnego dla każdego.

Największym wyzwaniem jest Najmłodszy, bo nieco za mały na podziwianie zabytków i dzieł sztuki potrzebuje miejsca i czasu na wybieganie się i spalenie nadmiaru energii. Więc już dojeżdżając na miejsc tropimy place zabaw, parki, boiska i takie tam “atrakcje”. Chyba, że jedziemy w góry, wtedy kamienie na szlaku wystarczają. Najstarszy, humanista i esteta, poza doznaniami duchowymi potrzebuje dobrze działającego Wi-Fi a Średnia wody - morze, basen, jezioro bez różnicy, nawet nie musi być ciepła.

To nasz sposób na podróżowanie z dziećmi. W zanadrzu mamy kilka pomysłów na wprowadzenie modyfikacji i np. wynajęcie kampera, rejs jachtem czy podróż bez planu, tam, gdzie oczy i droga poniosą. Tu hamulcowym jest jednak stan konta, ale kto wie co życie przyniesie. Co by nie było zrobimy wszystko by z wojażowania nie rezygnować, bo to naprawdę fajna sprawa. Wspólne odkrycia i doświadczenia mają niesamowitą moc, która mam nadzieję zapewni dzieciakom piękne wspomnienia tak inne w swym klimacie od szarej codziennej rutyny, od które na co dzień trudno uciec.

This page uses cookie files to provide its services in accordance to Cookies Usage Policy. You can determine conditions of storing or access to cookie files in your web browser.
Close
pixel